Burmistrz grozi PKL
Treść
Burmistrz elekt Janusz Majcher zapowiedział, że będzie się starał rozwiązać zakopiańskie konflikty, m.in. ten największy - pomiędzy mieszkańcami Gubałówki i zarządem Polskich Kolei Linowych. Zapowiada, że dysponuje "dotkliwymi narzędziami", których jednak nie chciałby stosować wobec spółki. - Takie groźby są co najmniej niestosowne - oburzają się władze PKL. - Na Gubałówce narosło bardzo dużo konfliktów, które mają swoje źródło w tym, że Polskie Koleje Linowe nie są partnerem dla mieszkańców - twierdzi Janusz Majcher. - PKL muszą z tymi ludźmi rozmawiać z poziomu równorzędnego partnera. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że uruchomienie kolejki od godz. 7 rano jest normą. Ludzie muszą swobodnie zjeżdżać do miasta, a dzieci do szkoły. Niestety, dzisiaj kolejka rusza znacznie później. Wieczorem jest podobnie - ostatni kurs jest zbyt wcześnie. Na spotkaniu, które odbyłem z mieszkańcami Gubałówki ten problem był poruszany w pierwszej kolejności. Jeżeli chodzi o Polskie Koleje Linowe, to miasto dysponuje pewnymi narzędziami, bardzo dotkliwymi dla spółki, z których jednak nie chciałbym korzystać. Na początku na pewno będę chciał rozmawiać i namawiać zarząd spółki do partnerskich kontaktów z mieszkańcami Gubałówki. Kolejne spotkanie z mieszkańcami tej dzielnicy Zakopanego burmistrz zaplanował na 10 grudnia. Sześć dni wcześniej z właścicielami gruntów położonych na trasie narciarskiej spotkają się władze Polskich Kolei Linowych, które jakiś czas temu zaproponowały mieszkańcom Gubałówki utworzenie spółki. Polityka Janusza Majchra jest na pewno pozytywną odmianą, ponieważ dotychczasowe władze miasta konfliktem na Gubałówce nie interesowały się w ogóle. Jego pierwsza wypowiedź na temat konfliktu na Gubałówce zdziwiła jednak władze PKL. Paweł Murzyn, dyrektor do spraw technicznych PKL, tłumaczy, że ograniczenie kursowania kolejki wynika z rachunku ekonomicznego jej funkcjonowania. Podkreśla, że na Gubałówce zatrudnionych jest czternaście osób, do tego dochodzą jeszcze koszty eksploatacji urządzeń. Dodaje, że kolejka nie jest jedynym środkiem transportu na Gubałówkę, ponieważ kursują tam regularnie autobusy PKS, busy i autobusy szkolne. - Jakie instrumenty może mieć gmina, żeby wymusić na nas dogadanie się z kimś, kto nie chce rozmawiać? - pyta retorycznie Paweł Murzyn. - Jesteśmy największym podatnikiem w mieście i takie groźby wobec nas są co najmniej niestosowne. Na razie pan burmistrz się z nami w ogóle nie kontaktował. Zapraszamy do rozmów, niech dowie się u źródła, jak to wszystko naprawdę wygląda. (KOV), "Dziennik Polski" 2006-11-30
Autor: ea