Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Jesienne skubanie

Treść

Takiej fantastycznej imprezy jak niedawne "Skubanie pierza" dawno w Ponicach nie było. Przez wiele godzin w miejscowej szkole podstawowej trwały wyjątkowe występy dzieci, starszych i młodzieży, urządzono też realistyczny pokaz wieczornych jesiennych dawnych zajęć wiejskich kobiet oraz degustację przepysznych potraw regionalnych. - Naszym programem chcieliśmy wszystkim przypomnieć czasy, gdy nie było telewizorów i wyborów, a za to były wspólne zabawy i... plotki, a to właśnie integrowało całą wieś - podkreśla Dorota Majerczyk z Stowarzyszenia Miłośników Kultury Ludowej. Organizatorami pokazu i świetniej zabawy były dwa zaprzyjaźnione stowarzyszenia: "Poni...ce do kłębka" oraz Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej. - Latem podczas festynu na rzecz ponickiej szkoły umówiliśmy się z jej dyrektorem Stanisławem Skawskim na zorganizowanie jesienią posiadów, jednak takich tematycznych. Zaproponowałam więc skubanie pierza - mówi Dorota Majerczyk z SMKL. Dodaje, że jesień zawsze była czasem, gdy na Podhalu kończono prace polowe. Natomiast wieczorami gospodynie i dziewczęta spotykały się z reguły w jednej z chałup na: porackach, pruckach, oskupkach i skubackach, czyli na skubaniu pierza. Czynność ta miała bowiem różnie nazwy w zależności od terenu. - U nas, czyli w Rdzawce i Ponicach, skubanie pierza nazywano skubacki - wyjaśnia Dorota Majerczyk. Dodaje, że dziewczęta i starsze gospodynie podczas pracy śpiewały nabożne pieśni i plotkowały. Wieczorem przychodzili do nich zaś chłopcy z muzyką i instrumentami. Wówczas zaczynała się zabawa. - Nie brakowało i figli... Chłopcy w pierza wpuszczali np. wróbelka, który robił wielkie zamieszanie. Niedawna ponicka impreza nie różniła się od tych, które bywały tu przed wielu laty... Dwie starsze kumoszki z Ponic zaśpiewały dwie pieśni religijne wykonywane w Ponicach przed kilkudziesięciu laty i o dziwo szybko dołączyła się do nich ze śpiewem widownia. Mały Kuba natomiast zamiast przynieść więcej pierza, o co poprosiły go gospodynie, pod pachą przytargał na scenę żywego gąsiora! Wokół rozbrzmiewała muzyka, grano na starych instrumentach m.in., takich jak heligonka. Chłopcy opowiadali niesamowite historie o duchach, a dziewczęta, drżąc, słuchały ich z wielkim przerażeniem. Nie brakowało oczywiście i żartów, i śmiechu. Na scenie zaprezentowali się też młodzi z zespołu im. Jana Janoty oraz dzieci z zespołu Majeranki. - W zasadzie występowały trzy pokolenia: matki młodzieży z zespołu im. Jana Janoty, członkowie tego młodzieżowego zespołu i maluchy z Majeranków - podkreśla Dorota Majerczyk. Imprezę zakończyła wspólna zabawa. Tańczono na niej przede wszystkim polki oraz degustowano wyśmienite regionalne potrawy. - Jadło przygotowały ponicańskie gaździny działające w naszym stowarzyszeniu "Poni...ce do kłębka" - wyjaśnia jeden z założycieli Stanisław Skawski. A kosztować było co. Na stołach w wielkich misach piętrzyły się najprzeróżniejsze kluski i pierogi, obficie omaszczone słoniną. Wielkim wzięciem gości cieszyła się góralska kwaśnica z żeberkami oraz najprzeróżniejsze sery, oscypki i kołacze. Były oczywiście i napoje, a wśród nich przepalanka i bimber pędzony nocą. (BES), "Dziennik Polski" 2006-11-21

Autor: ea