Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pustki w Tatrach?

Treść

Mimo protestów wielu zainteresowanych Polskie Koleje Linowe rozpoczynają rozbudowę kolejki na Kasprowy Wierch. Z niewiadomych przyczyn szef resortu ochrony środowiska cofnął swoje zastrzeżenia co do inwestycji. Minister Szyszko uznał, iż "nie można z góry zakładać, że takie rozwiązanie [możliwość wwożenia miliona osób rocznie w rejon Kasprowego - KJ] zaszkodzi przyrodzie".
Stwierdzenie zaskakujące, jeśli skonfrontować je z obowiązującym prawem i praktyką w zakresie prowadzenia inwestycji w tak wrażliwych ekologicznie obszarach. Dlatego też przeciwnicy rozbudowy kolejki złożyli w tej sprawie doniesienie do trybunału Unii Europejskiej w Luksemburgu. I choć nie jestem zwolennikiem kablowania na władze Rzeczypospolitej do instytucji eurobolszewii, to w tym wypadku nie dziwię się obrońcom środowiska, którzy nie mają innej możliwości dochodzenia wcale nie swoich, ale naszych wspólnych racji. Dziwię się natomiast ministrowi środowiska, który bardziej dba o (krótkowzroczny) interes PKL niż o to, co wynikałoby z nazwy jego resortu. Inaczej niż jego kolega w Bratysławie, bo choć kolejka szkodzi głównie Polsce, to zagrożenia ekologiczne nie znają granic, a granica przebiega jak raz przez sam Kasprowy.
Co na to władze lokalne? Władze lokalne chcą, by "nowa kolejka przyciągnęła w nasze strony więcej turystów". Otóż nie mam nic przeciw godziwemu zarabianiu przez górali na turystyce (czemu nieraz mogłem dać wyraz na tych łamach), podobnie jak przez mieszkańców Kurpi, Opoczyńskiego, Koneckiego czy też Kociewia. Mam natomiast wiele przeciw rabunkowej gospodarce Tatr, która przynosi krótkookresowy nadmierny zysk kosztem łamania wszelkich zasad zrównoważonego rozwoju. A to one, nie zaś hasło: "Po to Pan Bóg dał góralom Tatry, coby z nich żyli", należą do kanonu katolickiej nauki społecznej.
Zacytowana wyżej wypowiedź przedstawiciela samorządu sugeruje, że w Tatrach łatwiej spotkać niedźwiedzia niż cepra, czego fałszywość każdy może sprawdzić, udając się na dowolną górską trasę. Dalszy najazd turystów to przede wszystkim coraz więcej w Tatrach osób krańcowo nieodpowiedzialnych, mających wręcz pretensje do wszystkich świętych o to, że "szlaki są niebezpieczne" (autentyczna wypowiedź człowieka, który oczekiwał barierki - zapewne od Przełęczy Kondrackiej - na Giewont!), przy własnej ignorancji posuniętej aż do niemego zdziwienia na widok śniegu w czerwcu.
Im trudniejszy dostęp w góry, tym większa gwarancja, że takich osób
- stanowiących zagrożenie dla siebie, innych i tatrzańskiej przyrody - będzie tam jak najmniej. Niestety, rozbudowa kolejki na Kasprowy Wierch, podobnie jak przed kilkoma miesiącami hiobowe zapowiedzi różnych "ustaw śniegowych" czy wręcz różnych gigantycznych imprez sportowych w Zakopanem (próbowali Państwo kiedyś zwodować transatlantyk w wannie?), budzą poważne obawy, że będzie wręcz odwrotnie.
Krzysztof Jasiński

"Nasz Dziennik" 2006-07-13

Autor: wa